PRZYLECIAŁAM!

27.05.2017 (sobota) 10:30

Jestem na lotnisku. Nagrywam film na mój kanał z pierwszego dnia podróży do Bułgarii. Staram się znaleźć jakieś ładne kompozycję widoków, żeby zrobić zdjęcia na instagrama. Poszłam w miejsce gdzie mogę mówić do kamery, a ludzie się na mnie nie patrzą. Jeszcze kilka godzin zostało do odlotu, ale najpierw musimy przejść przez wszystkie bramki. Czekamy na napis naszego miasta, który powinnien widnieć na tablicy odlotów. W końcu się doczekaliśmy. Jesteśmy już po drugiej stronie lotniska. Widze duże czekające na pasażerów pojazdy. Myśle sobie „To jest coś co kocham, ale równocześnie się boję”. Zawsze kiedy mam lecieć ogarnia mnie strach, więc lubię trzymać kogoś za rękę, czuję sie wtedy bezpieczniej. Okazało się, że musimy się przemieścić na inne siedzenia. Wchodzimy. Jestem już w środku i mimo podekscytowania, nadal pamiętam o uwiecznianiu tych wspaniałych chwil moją kamerą. Stewardessy pokazują plan działania w razie mocnych turbulęcji lub nagłego spadku ciśnienia. Ruszamy. Okazuję się, że przed nami są jeszcze 3 samoloty, więc stoimy, a ja wpatruję się w jadące samoloty. Nadeszła nasza kolej. Startujemy. Jedziemy bardzo szybko, po czym unosimy się nad Warszawą. Czuje się całkiem dobrze. Najbardziej w locie nie lubie uczucie samolotu, który jakby spadał. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, ale czasem lecąc w górę, są małe spadki. To jest najgorsze. Cały lot przebiega miło i przyjemnie. Czytam książkę „Milion cudownych listów”. Co jakiś czas robię zdjęcia chmur zza okna. Jest cudownie. Myślę „Dla takich chwil warto żyć”. Nagle kapitam mówi, że zbliżamy się do lądowania. „Tak szybko” – mówię. Dwie godziny mineły. Wysiadamy, a na lotnisko przywozi nas bus.

Po małych komplikacjach związanych z drogą do naszego hotelu udaje nam sie do niego dotrzeć. Jest pięknie. Taksówkarz przywozi nas pod ogromną bramę przy której stoi ochrona. Wysiadamy. Bierzemy walizki i już chcemy zmierzać w storne hotelu na pieszo, gdy nagle podchodzi do nas pan i mówi, że przyjedzie po nas autko golfowe. Jest uroczę. Gdy jedziemy aż trudno nie zachwycać się naturą wokoło. Jest to małe miasteczko hotelowe, tak przynajmniej ja to nazywam. Jest dużo zieleni, plaża i hotele od jednego właściciela. Nasz hotel jest na samym końcu przez co mogliśmy zabaczyć co jest po drodze. Odbieramy klucze w recepcji do naszych pokoji i wsiadamy do windy. Widać, że pokoje są zadbane i ładne. Wychodze na balkon i widze ogromny zbiornik wodny przed sobą. To morze czarne. Małe fale wydają uspokajające dźwięki szumu. Jest wspaniale. Idziemy na kolacje. Moja ulubiona część dnia. Posiłek. Na moim talerzy nie ma nic wyszukanego, tylko dwie bułki i coś all’a nutella, ale smaczniejsze i własnej roboty. Wieczorem idziemy zobaczyć co się dzieję wokoło hotelu. Nagrywam trochę, a tak w sumię to zakańczam mojego vloga. Wracam do pokoju. Myję się i idę spać. Dobranoc.

Weronika xoxo

Zapraszam na vloga z Bułgarii na moim kanale YouTube:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *